Medycyna, dynamiczna dziedzina nauki, rozwija się gwałtownie. Wprowadza się nowe rozwiązania, sposoby leczenia i pomocy pacjentom, jest więc naturalne, że wiadomości ulegają dezaktualizacji. Pomimo tego, motywująca jest świadomość, że przekazane informacje mogą się przydać, także w codziennej praktyce lekarskiej. Jak każdy autor, mam poczucie, że przygotowując tę publikację może zebraliśmy mało danych, wybraliśmy zbyt wąskie źródła edukacyjne. Kolejne wydania, dopracowane pod względem merytorycznym, naukowym i wizualnym, powinny zadowalać odbiorców nowościami.
O powstaniu niniejszej pozycji zdecydowała powszechność występowania niesprawności czynnościowych dolnych dróg moczowych u kobiet oraz częste trudności terapeutyczne. Wątpliwości dotyczące omawianych zagadnień potwierdzają potrzebę ściślejszych uzgodnień. Pewne odstępstwa i różnice pojawiają się w stosowanym nazewnictwie, dlatego nomenklatura, której używamy, podyktowana jest wyborem poszczególnych autorów i ich doświadczeniem zdobytym w macierzystych ośrodkach.
Szczegółowe specjalności, techniki obrazowania, metody zabiegowe, powodują, że nawet znaczenie kliniczne anatomii, która makroskopowo pozostaje taka sama, ulega zmianie. Stąd ważne jej opisowe i topograficzne przedstawienie. W pracy terapeutycznej w różnych dziedzinach, odwołania do budowy, fizjologii służą jako podstawa. Ta tematyka stanowi pierwszą część opracowania. Następne rozdziały dotyczą praktyki klinicznej i zostały przygotowane przez doświadczonych specjalistów mających rzeczywisty udział w działaniach leczniczych. Składam wszystkim najserdeczniejsze podziękowania za współpracę.
Zapobieganie chorobom dolnych dróg moczowych to z pewnością zadanie dla lekarzy różnych specjalności. Postęp, jaki dokonał się w ostatnich kilku latach, dotyczy głównie zależności przyczynowych i ujawniania skrywanych dolegliwości, choć jest z tym tylko nieco lepiej. Pojawiają się one często na długo po zadziałaniu czynników sprawczych i ujawniane są przy okazji istnienia innych chorób. Trudno planować profilaktykę, zwłaszcza że wymaga zaangażowania sił i środków. Niemożność utrzymania moczu u kobiet pozostaje nierozwiązanym problemem. Wszak nie łączy się z utratą życia, jednak znacznie je komplikuje. Pęcherz nadreaktywny, właściwie rozpoznanie rozumiane po nowemu, potwierdza uciążliwość objawów. Mimo że świadomość społeczna z biegiem czasu się poprawia, wymaga poszerzenia, co powinno mobilizować do interwencji lekarzy pierwszego kontaktu, przede wszystkim jednak ginekologów. Tymczasem ośrodki przyszpitalne są nieliczne i działają w odosobnieniu. Poza działaniami diagnostycznymi, winniśmy oferować stosowne metody terapii zachowawczej. Jest ich kilka i zostały w kolejnych rozdziałach opisane. Istotne, by chore wiedziały jak z nich korzystać, czyli ustalony plan leczenia musi być realny. Ordynowane postępowanie, bez koordynacji i bieżącego kontaktu z leczonymi, monitorowania efektów, nie może być skuteczne.
Odpowiednia lokalizacja pracowni diagnostycznych, oczywiście z możliwością wykonywania testów urodynamicznych, wymaga rozwiązań logistycznych. Ważny jest łatwy dostęp do Izby Przyjęć i wszystkich usług szpitalnych. Pamiętajmy, że leczone są w różnym wieku i stanie ogólnym, niejednokrotnie uniemożliwiającym pokonywanie barier transportowych. Część chorych pozostaje równocześnie w leczeniu neurologicznym, czasem ortopedycznym, reumatologicznym, w trakcie usprawniania. Proponowane przez nas leczenie wpasowuje się w zestaw działań rehabilitacyjnych. Powinny być jednak rozszerzone o całodzienną pomoc, także psychologiczną.
Jestem przekonana, że w niedalekiej przyszłości przyczyny nieprawidłowej czynności pęcherza moczowego, jako efektora zdarzeń, będą znane lepiej, co wraz z postępem i zmianą nastawienia, zwiększy możliwości medyczne. Pamiętajmy, że leczymy konkretną pacjentkę, nie chorobę. Dopasowanie postępowania w zestawieniu z określeniem nietrzymanie moczu brzmi jak dysonans, wszak inkontynencja to wynik niesprawności wielu struktur, niemożności ich współpracy. Wydaje się więc, że nazywanie całości zależności i różnych objawów – nietrzymaniem moczu, jest zbytnim uproszczeniem. Jeśli dodatkowo odnosimy diagnozę i tym samym leczenie do wysiłkowego nietrzymania, tym ściślejsze stawiamy ograniczenia. Z wielu powodów taka sytuacja jest niebezpieczna. Niestety, często bywa wynikiem informacyjnych niedostatków. Namawiam do szerszego, a zarazem indywidualnego spojrzenia, zarówno na przyczyny inkontynencji, jak i poszczególne pacjentki. Konieczne są porównawcze analizy skuteczności leczenia, podobnie jak ma to miejsce na przykład u chorych z nadciśnieniem. Chaotyczne ordynowanie terapii przynosi same straty, psychiczne i finansowe. Zaburzenia czynności dolnych dróg moczowych to wielowątkowy problem społeczny. Określanie go „babskim kłopotem” jest rażące. Podobnie jak brak zrozumienia poczucia wstydu i bezradności, trudności w ujawnianiu intymnych szczegółów. Poddawanie szczególnym cenzurom, determinująca rola zmian hormonalnych i upływu czasu, co zwykle utrudnia życie i współpracę podczas leczenia, mają znaczenie. Nie dziwi opinia, że kobiety żyją mniej komfortowo, chociaż dłużej. Zdrowotne wymagania wobec nich, biorąc pod uwagę obciążenia pracą i życiem domowym, zwykle nie dopuszczają niesprawności. Szybka pomoc, bez powikłań, jest koniecznością. Wieloletnia obserwacja zmagań chorych i mało skutecznych starań służby zdrowia to powody stanowczości w codziennej pracy i planowaniu odleglejszych zadań. Na swój pozytywny wkład w ich wypełnianiu mają nadzieję autorzy publikacji.
Nieukrywaną radością napawają najbliższe plany finalizowane w GPSK UM w Poznaniu. Powstający ośrodek diagnostyczno-terapeutyczny skupi wielu specjalistów i umożliwi pacjentkom skorzystanie z właściwego postępowania. Przecieranie nowych dróg daje szansę rozwoju, nie jest łatwe i wymaga odwagi, za którą dziękuję dyrektorowi, prof. Tomaszowi Opali.

Magdalena Pisarska-Krawczyk